czwartek, 17 stycznia 2019

"Urodzona księżniczka tę iskrę w sobie ma"

Tytuł dzisiejszego wpisu to słowa piosenki z bajki "Barbie i Akademia Księżniczek". 
Czas bali i balików karnawałowych. Czas, w którym choć na chwilę baśń staje się prawdą. Na jeden dzień można się zamienić w kogoś innego, wymarzonego. Od zawsze prym wiodą księżniczki.


strój księżniczki, sukienka na szydełku

strój księżniczki, sukienka na szydełku


Nigdy nie byłam księżniczką. Za to w stroju krakowianki czy cyganki również czułam się ważna tego szczególnego dnia. Zwłaszcza rola cyganki - rozpuszczone włosy, makijaż no i długa suknia. 

Moja mała księżniczka tym razem dostała sukienkę ode mnie. Chciała już być Rainbow Dash. Oczywiście etap Elsy z "Krainy Lodu" też przerabialiśmy, a teraz miała być po prostu księżniczka. Falbany, korona...

Już na samym starcie zapytała - Tylko czy każda księżniczka musi się tak męczyć? (zawiązywanie szydełkowej góry miało być tą męczarnią :)

strój księżniczki, sukienka na szydełku



Fenomen księżniczki, co w nim jest? 
Jest piękna, to wiadomo. Każdy chce być pięknym. Ma wspaniałe stroje i mieszka w pięknym zamku. A poza tym jest mądra, ma dobre serce, często musi podjąć wiele ważnych i trudnych decyzji (nie tylko to, czy związać gorset różową czy niebieską wstążką). "Barbie i Akademia Księżniczek" przypomniała nam, że o tym, kim jesteśmy nie decyduje sam strój. Ważne również, by nie zatracić się w tej "księżniczkowatości" (wiem, nie ma takiego słowa :)), by pozostać sobą...

Na zrobienie sukienki wykorzystałam szydełkowe wdzianko, do którego przymocowywałam paski tiulu. 



piątek, 11 stycznia 2019

Wieczór z książką. Vera Buck "Runa".


To, co szokujące w tej powieści, działo się naprawdę. W klinice Salpêtrière w Paryżu przeprowadzano eksperymenty na histeryczkach. Doktor Charcot dbał o to, by jego pokazy ściągały jak najliczniejszą grupę widowni. Jori był wpatrzony w jego poczynania, do momentu, w którym młody student medycyny zdecydował się przeprowadzić operację mózgu. 

Powieść składa się z kilkuk historii. 


Jest młody lekarz – Jori, a właściwie Johann Richard Hell, który zdecydował się na medycynę ze względu na chorą dziewczynę. Z tego samego powodu też chce przeprowadzić operację dziewczynki. Dzięki niej ma w końcu otrzymać dyplom. Jednak im bliżej zabiegu, tym więcej drastycznych decyzji musi podjąć. Zdaje sobie sprawę, że dla większości lekarzy kobiety są tylko materiałem badawczym, doświadczeniem. Runa – dziewczynka, na której ma być przeprowadzona operacja staje się mu bliska, choć nie można się z nią w żaden sposób porozumieć. 



Drugim bohaterem jest Lecoq – były policjant, któremu wydaje się, że jest przestępcą. To on dostrzega Joriego na dworcu i od razu przeczuwa jego złe intencje. Jego dedukcja doprowadza go do miejsc zbrodni oraz pozwala na połączenie faktów.


Runa – dziewczynka, która trafia do szpitala. Najmroczniejsza postać w książce. Jej wygląd przeraża nawet pielęgniarki i lekarzy. Wszyscy się jej boją. Diagnozują u niej histerię, posądzają ją nawet o opętanie. Do tego jest odporna na działanie drastycznych metod leczniczych. Nikt nie podejrzewa, ile już doświadczyła w swoim młodym życiu. Dopiero Jori odkrywa tę tajemnicę. 

Oraz autor Maxime występujący w pierwszoosobowej narracji, któremu udaje się spisać opowieść. Jego historia splata się z wydarzeniami 1884 roku. Pozwala sobie na więcej przemyśleń oraz osobistych wędrówek. 

„Runa” to brutalny świat medycyny, dla którego nie liczą się osoby, lecz sam cel – nauka, doświadczenia i sława. Ten, który się waha, jak w przypadku Joriego, zostaje winnym. Do tego kryminalna zagadka połączona z mrocznymi tajemnicami. Powieść przykuwa uwagę. Drastyczne wizje nie dają o sobie zapomnieć. A Runa gdzieś tam istnieje w umysłach ludzi, którym udało się ją spotkać. Nadal nikt nie wie, co się z nią stało.


lena



czwartek, 10 stycznia 2019

Roczek, kiedy to było...

Przyjeżdżasz do domu po imprezie urodzinowej, po roczku i co robisz? Szukasz zdjęć z urodzin swoich dzieci. Patrzysz w ekran monitora lub przeglądasz album i nie dowierzasz, że Twoje pociechy są już takie duże. Kiedy to minęło?

Niedawno mieliśmy przyjemność wziąć udział w imprezie małego chłopczyka, który obchodził swoje pierwsze urodzinki. Dla małego solenizanta był piękny i smaczny tort. Nie zabrakło kolorowych balonów, balona napełnionego helem w kształcie jedynki oraz czapeczek urodzinowych. Poza tym moja córa nauczyła się tworzyć różne stworki balonowe oraz pozwolono jej puszczać bańki, co sprawiło jej wiele radości. Solenizant, jak to bywa w takim dniu, miał wielu chętnych do bawienia, był obcałowany i wypieszczony. Jednak najbardziej zadowolony był z tego, że pozwolono mu raczkować, gdzie tylko chciał. 





A po powrocie z łezką w oku przeszukuję albumy, płyty i komputer. Jestem na tyle zdesperowana, że szukam zdjęć najstarszego syna nagranych na płytach głęboko schowanych w szafach. Nie wystarczają mi te z albumu. I przysięgam sobie, że na pewno je w końcu wszystkie wywołam. Naprawdę. 



Nagle sobie przypominam, jak to córka grosik po grosiku zbierała ze stołu, bo przecież jej zdjęć nie ma. Laptopa ukradli z jego całą zawartością, ze wspomnieniami z jej pierwszych miesięcy życia. A ja tak bardzo chciałam tylko te zdjęcia odzyskać, komputer mogli sobie zabrać... I wtedy nie dosyć, że znajduję ciekawą prezentację multimedialną (zrobiłam pierwszy roczek syna w formie zabawnych slajdów - uśmiechy nam nie znikały z ust, kiedy to oglądaliśmy), to jeszcze znalazło się kilka zdjęć małej z pierwszego miesiąca życia. Przez przypadek pewnie nagrałam, bo miejsce było na płycie? Nie wiem, ale są :) 

I okazuje się, że jej rączki i nóżki już nie są takie małe. Już nie przypominają tych malutkich ze znalezionych zdjęć.


Jest różnica?


A poniżej łapki syna, córki i moja.



A co czuję? Że jestem stara :) A tak na poważnie, że mam wspaniałe dzieci. 
Co zrobię? Wywołam w końcu wszystkie zdjęcia! Ot, co.

I jeszcze mam do zrobienia prezentację z córką w roli głównej - ona też chce taką pamiątkę. 


lena

wtorek, 8 stycznia 2019

Stół - centrum dowodzenia

Zanim jeszcze wprowadziliśmy się do domu, wiedziałam, że chcę mieć ogromny stół. Miał jedno ważne zadanie do spełnienia -  pomieścić rodzinę i bliskich. To przy nim miały odbywać się najważniejsze dla nas spotkania. To on miał skupiać wokół siebie najważniejsze osoby. Po siedmiu (to nie jest błąd) latach mam ten stół. 

Brakowało nam tego znaczącego mebla spajającego oraz łączącego kilka funkcji jednocześnie. Dopiero teraz zdaliśmy sobie z tego sprawę. Co nie znaczy, że nic nie potrafiło nas połączyć w jednym miejscu. Do tej pory posiłki i odrabianie lekcji odbywało się przy małym stole kuchennym, goście przyjmowani byli wokół wielkiego narożnika, ale przy małej ławie, którą za każdym razem musiałam przesuwać, gdy tylko chciałam się położyć. 

W moim rodzinnym domu nie było tego miejsca. Przy ścianie stała również ława. Stół rozkładany od święta stał za meblościanką i się kurzył. Bardzo rzadko był wyciągany. Widocznie nie było takiej potrzeby, a mnie tego miejsca brakowało. U chrzestnej natomiast wszystkie spotkania odbywały się w wielkiej kuchni przy dużym drewnianym stole, który w zależności od prowadzonej rozmowy spajał lub rozluźniał więzi rodzinne. Ale zawsze przy nim. Stół w pokoju gościnnym też był na specjalne okazje i uroczystości. Paradoksalnie, teraz częściej się przy nim spotykam, niż kiedy byłam dzieciakiem.

Długo o nim marzyłam i w końcu się udało. Po siedmiu latach mamy miejsce, gdzie swobodnie możemy zjeść, przyjmować gości, tworzyć, rysować, wycinać, grać w gry planszowe (choć dywan nadal pozostaje miłą perspektywą), nawet odrabiać lekcje.

gry planszowe na stole


gry na stole, jungle speed


Zatem jak do tej pory działaliśmy, skoro stół wydaje się najważniejszym i głównym centrum dowodzenia? Pewnie że działaliśmy. Jeśli chcemy być razem, to nawet stół nie jest do tego potrzebny. Tylko on jest teraz taką wielką wisienką na torcie. Długo wyczekiwaną. 

spotkania przy stole



Teraz Wszystko jest w jednym miejscu - nasze centrum. I do tego wymarzone: białe krzesła, nblat w kolorze drewna, szare obicia... Jest pięknie.
Czego kobieta może więcej pragnąć? Szpilek? Nie...

lena

A to chwilę zanim chciałam opublikować post - wyłączyli nam prąd.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...