czwartek, 3 stycznia 2019

Świąteczny czas i cóż my z tego mamy


Grudzień jak co roku kojarzy się niekoniecznie z beztroskimi świętami. W tym czasie nie tylko elfy pracują w pocie czoła ;) Powstają listy zadań i kolejne listy tychże list. Na końcu można jedynie albo wyluzować i wybrać priorytety, albo zestresować nie tylko siebie ale i całą rodzinę. Powoli wybierałam pierwszą wersję i kiedy faktycznie zaakceptowałam stan rzeczy, wszystko powoli zaczęło się układać.


choinka


W tym roku (w sumie już w poprzednim) po raz pierwszy nie powstał  kalendarz adwentowy. Miałam już co prawda wypisane wstępne liściki od Mikołaja, ale zostały tylko w komputerze. W końcu zdałam sobie sprawę, że udało nam się większość zadań z listy od Mikołaja zrealizować. Tak po prostu. 


  • Odbył się wieczór pieczenia pierników - od zarabiania ciasta, wykrawania, po pieczenie - moja ekipa w tym roku po raz pierwszy wywiązała się wzorowo. 
  • Wspólnie robiliśmy porządki, a "czarną dziurą", pod nazwą której kryje się nieuporządkowany stos zabawek leżących w kącie, zajął się mój pierworodny. 
  • Udały się także wyjazdy: na spektakl pt. " Spotkanie ze Świętym Mikołajem" oraz wyjazd na Bożonarodzeniowy Jarmark do Wrocławia. 
  • Było przygotowywanie ręcznie robionych kartek świątecznych, 
  • Dekorowaliśmy dom, 
  • I zaplanowaliśmy niezaplanowany wieczór filmów i bajek (w zamyśle świątecznych                  w rzeczywistości wybraliśmy "Vaianę" oraz "Hotel Transylvania") ), 
  • Śpiewaliśmy kolędy.
  • Odbyła się także mini sesja przy choince .
  • I najważniejsze - strojenie żywej choinki. Moje marzenie, bo "każda choinka ma swoje życie - my daliśmy naszej nowe, bo przyjęliśmy ją o swojej rodziny, ale zapach też się liczy" - tak brzmiała odpowiedź córki na pytanie odnośnie tego, czy warto było przywieźć do domu drzewko.


choinka

choinka


I mimo szarugi za oknem, czas przy stole, przy wspólnych rozmowach i grach planszowych (w tym roku pobiliśmy chyba rekord), był najlepszym czasem. A musiała mi to uświadomić moja mała Iskierka. Warto czasem spojrzeć na to wszystko oczami dziecka i się uśmiechnąć.
"Tylko jeszcze masę porcelanową, co o niej wspominałaś zrobimy, co? - także mam już nawet plany na ferie.

lena

Start zawsze jest dobry, ale liczy się meta

Serdecznie witam po długiej przerwie.

O ile starty mi wychodzą, to mety wcale nie widać.
Styczniowe powroty powoli stają się tradycją. Mam tylko nadzieję, że u mnie nie będą to noworoczne postanowienia, na które zapału starcza jedynie na miesiąc.

Co więcej brakuje mi wpisów i  czytania blogów. Od czasu do czasu człowiek ma potrzebę uzewnętrznienia się bez względu na to, ilu ma odbiorców.

Do tego w ostatnim czasie przeczytałam wszystkie swoje wpisy i trochę żal mi się zrobiło, że tego zaprzestałam.

Po ponad roku małych i większych zmian, dezorganizacji oraz być może bezpodstawnych usprawiedliwień  - wracam. Czy na długo? Czas pokaże.

Znowu jestem, choć paradoksalnie zawsze byłam, ale długo w trybie offline.

To słowem przydługiego wstępu.




pozdrawiam

lena

sobota, 6 stycznia 2018

Wieczór z książką "Chłopiec ze śniegu"


Świat baśni potrafi być piękny, czarujący i przyciągający uwagę dzieci. Działa na ich wyobraźnię i rozbudza chęć poznawania. Baśnie posiadają jeszcze większą moc, kiedy to czyta je ukochana osoba, do której w razie czyhających na stronach niebezpieczeństw, można się w każdym momencie przytulić i poczuć bezpiecznie. Jednakże świat w nich przedstawiony nie może zastąpić tego rzeczywistego, o czym zapomniał Daniel, a także jego matka Annabel.

Oboje żyją w trudnych czasach. Jest rok 1944. Ojciec jak i pozostali młodzi mężczyźni zostali wysłani na front. Annabel i Daniel mieszkają razem, ale żyją w różnych światach. Matka większość czasu spędza na fotelu z papierosem i kieliszkiem alkoholu. Walczy z depresją i nerwicą. Tęskni do swoich idealnych porcelanowych lalek – Pupilek, którym to czytała baśnie. Daniel robi dla mamy wszystko. Przejmuje za nią obowiązki. Chce by była z niego dumna, dlatego gotów jest walczyć z trollem. Rzeczywistość miesza mu się w fantazją. Jest samotny. Tylko wieczorami na chwilę są razem, kiedy matka czyta mu bajki na dobranoc. Jednakże zewsząd dobiega ich znieczulica, wyczuwalna jest gra pozorów.
Daniel zaprzyjaźnia się z niemieckim jeńcem – Hansem, którego odwiedza w tajemnicy przed mamą. Podobnie czyni Annabel, jednakże ona nie wie, że cały czas jest śledzona przez syna. Hans to już nie baśniowy i dobry drwal, ale zaczarowany książę, który jednak nie może mu zabrać matki. 
Daniel pomagając Hansowi w ucieczce, myśli, że to gra. Jednakże gubiąc się w lesie i obrywając z grubej gałęzi w nos, magia zaczyna znikać. Jeniec wpada do starej kopalni, a on, w obawie przed odtrąceniem ze strony matki, milczy. Zapłakany Daniel zrzuca winę na trolla. W obliczu złości, napadu furii i także bezsilności dorosłych staje się świadkiem brutalnego zabójstwa. Annabel zamiast przytulić syna, wycofuje się całkowicie z życia.
Kiedy w końcu wojna się kończy, niby wszystko powinno być jak dawniej. Jednakże Annabel cały czas myśli o ukochanym. Daniel ma nocne koszmary, wini się za śmierć Hansa i trolla, który okazał się być zwykłym człowiekiem. Zdaje sobie sprawę, że obydwoje nieudolnie grają swoje role – on jest synem na niby, a ona matką na niby i mijają się w zakurzonym i zabałaganionym domu. O „tamtym dniu” nie rozmawiają, choć oboje o nim myślą.
Po zimie stulecia chłopiec wciąż czeka na mamę, nie wierzy, że go zostawiła, mimo iż wraz z powrotem ojca życie staje się lepsze. 
W końcu Daniel dowiaduje się prawdy o Hansie, w którą nie do końca wierzy. Dochodzi do wniosku, że: „(…) ludzie – wszyscy z nas – zawsze są bardziej skomplikowani niż czarno-biali bohaterowie dawnych opowieści. Prawdziwe życie jest o wiele bardziej powikłane, znacznie trudniejsze do zrozumienia. Inaczej niż w bajkach. W świecie dobra i zła, który kiedyś tak uwielbiałem, życie jest szare niczym łata na plecach Hansa. Zło być może często wynika z zatajenia czegoś, założenia rąk, odwrócenia wzroku. Każdy jest zdolny do potworności – wiedziałem to lepiej niż ktokolwiek inny.”

Z ludźmi jest jednak trochę jak z bohaterami Królowej Śniegu. Kiedy ziarno lodu dostanie się do ich serca, stają się oni obojętni na ludzką krzywdę, na jakiekolwiek uczucia. Wojna zaszczepiła takie ziarnko w ojcu, a w matce sam Daniel, a ona niczym Królowa Śniegu oddała mu je, by i w nim zakiełkowało. Stał się jak chłopiec ze śniegu wpatrzony w swoją matkę, robiący wszystko dla niej, dla jej jednego ciepłego spojrzenia, którego zabrakło. Choć chwilami walczyła o swoje szczęście, zamieniała się na chwilę w Gerdę, to jednak jej się nie udało. Daniel pragnął wyjawić całą prawdę i co roku przychodzić do sadu, by tam trzymać śnieg jak lodową rękę matki i czekać, aż pewnego dnia w końcu po niego przyjdzie. 

Jest to smutna, przykra i przygnębiająca historia. Ukazuje, do jakiej tragedii może dojść w wyniku zaniedbania, gdzie tłem są tragiczne lata wojny. Choć Annabel na chwilę czuła się szczęśliwa przy Hansie, to jednak traktowała to nie jak prawdziwe życie, ale jak cudowny sen, a gdy w końcu zdecydowała się na ucieczkę, było już za późno. 
Do tego Daniel, który nie zdawał sobie sprawy ze swojego postępowania. W świecie widzianym oczami wyobraźni, przez pryzmat znanych mu bajek przecież wszystko dobrze się kończyło. Tak bardzo chciał zaimponować mamie, stać się bohaterem z jej ulubionych baśni, że przyczynił się do krzywdy innych. 

W powieści występują 2 narracje. Pierwszoosobowa to relacje Daniela, wszystko dzieje się z jego perspektywy. To w jaki sposób radzi sobie z problemami oraz to, jak postrzega świat. Trzecioosobowa narracja przedstawia wydarzenia, ale także spostrzeżenia, chociażby relacje Annabel, o których młody chłopiec nie ma pojęcia.

W pewnej chwili myślałam, że wszystko w tym małym miasteczku dąży do zagłady i że wszyscy zginą. Jednakże Daniel dostał szansę i teraz od niego samego zależy, czy ją wykorzysta, czy pozwoli, by lodowe ziarnko w nim zakiełkowało.

czwartek, 4 stycznia 2018

W Nowym Roku...


Styczniowym wieczorem wracam do świata blogowego. Zatęskniłam za Wami, za Waszymi postami.

W Nowym Roku życzę Wam mnóstwo planów i udanych realizacji, a także czerpania z nich satysfakcji. Zadowolenia, zwolnienia tempa, a także szeroko pojętego szczęścia, bo dla każdego jawi się ono inaczej.

Święta minęły nam w gronie rodzinnym, na mniejszych i większych uroczystościach.

Zauważyłam, że na naszej choince robi się tłoczno, bardziej kolorowo, a zapewne za rok dojdą nowe ozdoby, te robione i te wychwycone w sklepie, a zwłaszcza w pobliskiej małej kwiaciarni.







W przypadku ozdób robionych, to w końcu powstały szydełkowe choinki, które zauważyłam na blogach rok temu. I to one stały się motywem przewodnim świątecznych ozdób.


choinka na szydełku

Także na kartkach

choinka na szydełku


Choinka pojawiła się również między książkami (a bardziej uściślając została z nich zrobiona)

choinka z książek

W Sylwestra odbyła się mała imprezka, a wraz z nią przebieranie i rywalizacje taneczne do 2 w nocy.


Wszystkiego dobrego w Nowym Roku i dziękuję wytrwałym, którzy nadal do mnie zaglądają.
lena



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...