Chłodek ciągnie po nogach, nie jest źle. Dzisiaj przynajmniej słońce nas troszkę ogrzało. Co by nie było, przez te 2 tygodnie nic szczególnego się nie wydarzyło. Rośliny, ogródek i rośliny, to teraz zaprząta moją głowę. Może jeszcze książka i szydełko wieczorami. Coś tam zaczyna się tworzyć,ale do końca nie jestem przekonana. Najwyżej spruję, wieczorów jest tyle...
I zachody słońca są wspaniałe. Trochę szkoda, że wschodów takich nie widać. Wschód kojarzy się z początkiem, a zachód z kończącym się dniem, nieważne czy udanym czy też nie.
Byliśmy też w zoo, taki rodzinny całodniowy wypad. Dobrze, że wózek wzięliśmy. Przydał się i to bardzo. Najmłodsza z rodziny po raz pierwszy była na takiej wycieczce. Bała się prawie wszystkich zwierząt. Tylko motyle wzbudziły w niej zachwyt. A co jej mama podziwiała? A no patrzyła na rabatki:) To już zakrawa o szaleństwo albo manię jakąś.
U nas w końcu zakwitła kolejna piwonia:
Róże (ktoś kiedyś mówił, że róż w ogrodzie nie będzie miał. Nie warto wierzyć kobietom:)):
U sąsiada również temat różany:
Pozostałe kwiaty;
Moja mała ogrodniczka, ciężko pracuje. Zerwała goździka, posadziła do doniczki i podlała:
Te papierowe tulipany, które dostałam od syna na Dzień Matki, także podlała.
Kolejny spacer za nami
Dobrej nocki
lena





















































