Choć serce krzyczy, że już pora, że to wiosna idzie, to jednak rozum wstrzymuje przed zbyt wczesną euforią. Jakby nie patrzeć mam dosyć zimy, której w tym roku na dobrą sprawę nie było. Mam dosyć tej pory roku, która tylko udawała zimę.
Dzień coraz dłuższy, słońce od kilku dni przygrzewa i rośliny zaczynają się budzić. Na blogach robi się wiosennie, a niektóre z Was prezentują już dekoracje wielkanocne. Czy to już naprawdę koniec zimy?
Krokusy w pączkach, tulipany wyrastają z ziemi, piwonia też, a na wierzbie mamy już "kotki". W zeszłym roku posadziłam lilaki i się przyjęły, jestem bardzo zadowolona. I podobnie jak Wy mam już rozplanowane prace ogrodowe i mogę ruszać w teren:) Sąsiad już "obrobił" truskawki. My się jednak wstrzymujemy. Mimo wszystko nic jeszcze nie ruszamy. Tylko obserwujemy i zacieramy ręce.
A w sobotę, jeśli pogoda pozwoli dziadek obiecał nam (no dobra, obiecał wnukom) wyprawę do lasu. Cieszę się razem z nimi.
Jakoś trudno nam się rozstać z reniferem. Z zimą to od razu, ale z takim zwierzakiem? Może jeszcze u nas zostanie.
Ptaki wiją gniazda, przynajmniej u nas w domu
i robi się coraz bardziej zielono:)
A syn to marzy już takiej pogodzie:)
I zrobiłam sobie prezent na szydełku, ale to w następnym poście.
żegnam Was w wiosennym nastroju
lena